(Nie)zwykła paczka przyjaciół

W sierpniu młodzi ludzie wraz z uczestnikami, osobami z niepełnosprawnością intelektualną, spędzili 8 radosnych dni w Piechowicach koło Szklarskiej Poręby. Wypełniali codzienność szczelnie różnymi zajęciami. Wspólnie przygotowywali posiłki, zmywali naczynia, ale też grali w piłkę i wędrowali po okolicy. Jeden z asystentów podzielił się swoim doświadczeniem.

Tegoroczny letni obóz Stowarzyszenia SPES był krótszy, ale bynajmniej nie wpłynęło to nasze nastroje. To, że trwał 8, a nie jak zazwyczaj 13 dni, sprawiło, że był bardziej intensywny. Efekt? Radość w sercach niepełnosprawnych uczestników się podwoiła. Kuraszkowski dworek zastąpiło schronisko młodzieżowe w Piechowicach, ale atmosfery przyjaźni nie musiało zastępować nic. Te czynniki są naturalną cechą naszych wyjazdów! - opowiada Karol Dominiczak, jeden z asystentów. 


Wolontariat w Stowarzyszeniu SPES to przygoda, dobrze spędzony czas, zawieranie nowych znajomości a przy okazji poznawanie samego siebie. Jeśli chcesz zostać wolontariuszem napisz na spes@spes.org.pl


 

WPŁACAM DARdla-dzieci.org.plDrogi Czytelniku! Prosimy Cię o wpłatę kilkuzłotowej darowizny oraz przekazanie 1% podatku na rehabilitację i integrację osób z niepełnosprawnością intelektualną. Dziękujemy!

obóz letni w Piechowicachobóz letni w Piechowicachobóz letni w Piechowicachobóz letni w Piechowicachobóz letni w Piechowicachobóz letni w Piechowicachobóz letni w Piechowicachobóz letni w Piechowicachobóz letni w Piechowicach

Nowe miejsce, ale ta sama idea przyjaźni

Zarówno uczestnicy – osoby z niepełnosprawnością intelektualną, jak i towarzyszący im asystenci, przyjechali w okolice Szklarskiej Poręby, aby wypocząć i w duchu wzajemnej akceptacji poznać się i przeżyć przygodę. Każdy definiował ją inaczej i każdy znalazł coś dla siebie. Uczestnicy czerpali pełnym garściami z możliwości wykazania się przy różnych codziennych sytuacjach, np. nakrywali do stołu czy zmywali naczynia. Umożliwiała im to cicha pomoc wielu młodych ludzi, którzy zdecydowali, że kawałek wakacji przeznaczą na służbę. Asystenci, po powrocie, szczerze stwierdzali, że przez „8 dni radości” otrzymali od uczestników więcej, niż sami mogli dać. Dostali wiele niezapomnianych życiowych lekcji. Spędzanie czasu z osobami z niepełnosprawnością oraz frajda z integracji z innymi asystentami sprawiły, że większość z nich chce kontynuować tę przygodę i służbę.

Ramię w ramię we wspólnocie

Obóz „8 dni radości” był wypoczynkiem dla osób z niepełnosprawnością, ale nie oznaczało to, że czas ten miał być inny niż wypoczynek zwykłej paczki przyjaciół. Tak na siebie patrzyliśmy i tak spędzaliśmy czas przy ognisku, na balu, podczas meczu, w trakcie wędrówki po malowniczej okolicy, a także w małych grupach. Nie zabrakło również niedzielnej Mszy Świętej, o której godną formę zadbali uczestnicy-ministranci. Dzień kończyliśmy „pogodnym wieczorem” i modlitwą. Były to potrzebne chwile. Ułatwiały nam zawiązywać wspólnotę, w której wszyscy byli równi i mogli zabrać swobodnie głos. Istotną rolę odgrywały posiłki. Pomagały nam budować relacje i więzi, czyli fundamenty letnich obozów. Tradycyjnie po obiedzie czytaliśmy fragment lektury duchowej. W tym roku wybraliśmy książkę „Wilk, który nigdy nie śpi” Roberta Baden-Powella. Dlaczego taki tytuł? Znaczną część asystentów stanowili harcerze-Skauci Europy. To dzięki Staszkowi Sikorze, który organizował obóz, a który sam jest Skautem Europy. Mając w tym środowisku wielu znjaomych, zaprosił ich do służby. Robert Baden-Powell jest założycielem skautingu, nic więc dziwnego, że opowieści o nim i jego ideach krążyły po obozie i wypełniały skautowym duchem całą wspólnotę.

Bliźni uczy kochać

Gdy wypoczynek się kończył, niejednemu popłynęła łza wzruszenia. Stworzyliśmy wspólnotę, gdzie każdy był chciany, kochany i w pełni akceptowany takim, jakim jest. Sprawni intelektualnie asystenci zobaczyli, że uczestnicy stali się ich prawdziwymi przyjaciółmi i że w budowaniu relacji nie przeszkodziły żadne bariery. Znaleźliśmy wspólny język. Nieważne czy było to uszycie nowego krawata, zrobienie komuś kawy, nauka języka migowego, żeby dogadać się z Kamilem, który nie słyszy, czy ukrywanie baniaków dla żartu. Ważne, że dostrzegaliśmy w drugim człowieku bliźniego, który uczy kochać.

Tekst: Karol Dominiczak, asystent w Stowarzyszeniu SPES, Skaut Europy, student prawa

  • fio
  • seminarium
  • niw
  • IPS
  • Google
  • Gość Niedzielny
  • renovabis
  • oblaci
  • Non Profit
  • adwokat ewa
  • izba lekarska
  • zthiu
  • weglosmyk
  • Do Rzeczy
  • prowincja
  • asystentpit
  • ralus
  • pooooo
  • szip
Facebook
Newsletter
Newsletter spes.org.pl

Na podany przez Ciebie adres mailowy przesyłać będziemy najnowsze informacje - zostań w kontakcie!

Możesz pomóc
Możesz pomóc

Włącz się w pomaganie. Osoby niepełnosprawne, w trudnej sytuacji życiowej i materialnej czekają na Twój gest. Szczegółowe informacje w dziale MOŻESZ POMÓC